sobota, 25 września 2010

The only one who..

Nie mam bladego pojęcia po co istnieje takie coś jak użalanie się nad sobą. Zupełnie bezużyteczna czynność. Czy użalanie się nad własnym losem coś kiedyś komuś pomogło? Rozwiązało jakieś problemy? Wyrwało nas z opresji? Dodało nam odwagi do dalszych działań? Zmotywowało nas do jakichś postępowań? Zlikwidowało zmartwienia? Wyleczyło kompleksy? Odpowiedzią na wszystkie pytania jest jedno wielkie NIE. Więc dlaczego to robimy? Dlaczego ludzie w ogóle robią te miliony, miliardy niepotrzebnych rzeczy? A w szczególności niepotrzebnych rzeczy które nie sprawiają nam przyjemności? Które wręcz przeciwnie sprawiają, że stajemy się mniej pewni siebie, mniej komunikatywni, nieszczęśliwi? Dlaczego? Po co? Szczerą prawdą jest, że użalanie się nad sobą praktykuję od dłuższego czasu, a wniosków z tego nie wyciągnęłam żadnych. Głębsze refleksje na temat robienia z siebie sieroty dały mi do zrozumienia, że muszę z tym skończyć bezzwłocznie. Czas się postarać, zmienić to, co mi nie pasuje, czego się boję, czego się wstydzę. Bo tworzenie dookoła siebie opinii ofiary losu do niczego nie prowadzi, do wszystkiego mnie zniechęci.

piątek, 3 września 2010

10 hot stuff's

Zostałam wkręcona do, hmm, jakby to nazwać, gry (?), w której trzeba wypisać 10 rzeczy które mają dla nas jakieś znaczenie. Do gry dołączam dzięki Soni która mnie do niej zaprosiła. :) Tak więc oszczędzam wam zbędne lanie wody :
1. The xx & electro, czyli zespół bez którego żyć nie mogę i gatunek muzyki który uwielbiam.
2. Cappuccino, czyli mój ulubiony smak na świecie.
3. Wszystko co waniliowe - smak, zapach. Lody, jogurty, serki homogenizowane, kremy do ciała, mydła, perfumy. Uzależnienie.
4. Pachnidełka, czyli świeczki, kadzidełka, balsamy, perfumy, wody toaletowe.
5. Róż do policzków, który kocham i nienawidzę widoku swojej twarzy bez jego wyrazistego akcentu.
6. Telefon, czyli moje małe, kochane, różowe z szybko piszącą klawiaturą qwerty. Uwielbiam.
7. Słuchawki, bez których powrót do domu jest niesamowicie nudny.
8. Skórzana ramoneska, która nadaje zwykłym strojom niezwykły charakter.
9. Legginsy, mój prawie nieodłączny element stroju. Wymieniają się tylko z szortami w cieplejszy dzień bądź jedną jedyną parą jeansów zakupioną w Paryżu. :3
10. Lakier do paznokci, bo inaczej długo moje paznokcie nie pożyją, no i nieładne są bez niego.

No i tak przy okazji :

piątek, 6 sierpnia 2010

Four Floors

Mam dla was dzisiaj notkę którą chciałam dodać 2 dni temu, ale jakoś nie miałam czasu ani ochoty. Z racji tego że dzisiaj siedzę calutki dzień w domu (uwielbiam mieć wolny dzień dla siebie) - mam czas a nawet ochota się znalazła. A dzisiaj wam pokażę 2 (a właściwie 3) rzeczy.

1. Outfit, bo dawno tego nie robiłam i jakoś mam ochotę od nowa zacząć je przedstawiać.

Sweter : KappAhl; Bluzka : New Yorker; Szorty : H&M; Pończochy : bazarek z bielizną; Naszyjnik (który już wszyscy maja) : Reserved.

2. Jakieś 2 miesiące temu przeglądałam internet w poszukiwaniu jakichś nowych, fajnych piosenek i natrafiłam na wspaniałą wykonawczynię. Dziewczyna ma dopiero 2 piosenki ale moim zdaniem są genialne. Teledyski do obydwu piosenek urzekły mnie jak żadne inne. Moim zdaniem najlepsze 2 teledyski jakie widziałam. :) Nie będę się rozpisywać, lepiej sobie posłuchajcie no i pooglądajcie:


piątek, 30 lipca 2010

Anitka :*

Jeszcze przed moim wyjazdem do Grecji spotkałam się z Anitką. Anita przyjechała do Polski (na co dzień mieszka w Cork w Irlandii do kąd przeprowadziła się kilka lat temu)żeby odwiedzić znajomych, no i przyjechała też do mnie, do Wrocławia. Poznałyśmy się przez photobloga, co dodatkowo utrzymuje mnie w przekonaniu do internetowych znajomości (z moją ukochaną Mirelką też poznałam się przez internet). Wybrałyśmy się na zdjęcia i chciałabym przedstawić wam wyniki naszej pracy. Sesja jest dość wulgarna i wyzywająca, ale taka właśnie miała być. Więcej na temat naszej współpracy przeczytacie na blogu Anitki.






Oczywiście nie obyło się bez śmiechu i żartów! :)



Bardzo cieszę się, że spotkałam się z Anitką i że spędziłam z nią ten miły dzień. Nie mogę się doczekać naszego następnego spotkania. Moja kochana, przesłodka i zdolna fotografka przyjedzie do mnie w listopadzie, na pewno będzie tak fajnie, albo i lepiej niż ostatnio! Tym razem zorganizujemy jakąś modelkę i wspólnie ją sfocimy. :)


Zapraszam do odwiedzenia blogspota i photobloga Anitki, no i przy okazji może też i mojego photobloga.

czwartek, 8 lipca 2010

Wakacje, następny wyjazd no iii... I fell in love.

Wybaczcie mi, moja skromna ilościowo grupo czytelników (ale cenna jakościowo!), moją długą nieobecność. Tak sobie dzisiaj przypomniałam czytając moją ulubioną książkę (akurat trafiłam na moment o pisaniu bloga przez jedną z bohaterek), że nie po to założyłam nowego blogspota, aby isniał w sieci bezużytecznie. By the way, co do trafiania na momenty w książkach - ostatnio przypomniał mi się świetny film, "Czekolada" z przepięknym Johnny'm Deep'em oraz przepiękną Juliette Binoche. Obejrzałam go z siostrą a następnego dnia czytając "Wybacz, ale będę ci mówiła skarbie" (swoją drogą to polecam książkę, jeżeli ktoś nie ma żadnej lektury do czytania, bo ta książka to potworny zżeracz czasu! Ale w pozytywnym znaczeniu oczywiście!) znalazłam kawałek o tym, jak jeden z bohaterów książki opowiada swojej dziewczynie o scenie, kiedy Johnny Depp stał w drzwiach właśnie w filmie "Czekolada", haha.

Przechodząc do pierwszej części tytułu dzisiejszego wpisu - wakacje.
Ahh, dopiero teraz poczułam, że w ogóle się zaczęły. Byłam od 23 czerwca do 5 lipca w Grecji, na Thassos. Przez to, że pierwszy raz opuściłam zakończenie roku szkolnego zdawało mi się przez cały wyjazd, że jak wrócę będzie trzeba iść znowu do szkoły. Co do wyjazdu to bardzo udany, szkoda tylko, że trzeba było jechać autokarem, co oznacza 32h drogi w jedną stronę, co oznacza zmarnowanie 64h z wakacji, wrr. Nie chce mi się rozpisywać na temat pobytu itp. powiem tyle, że z racji do mojego zamiłowania do turkusowej, przezroczystej wody i piaszczystych plaż to BYŁAM W RAJU.

No to część druga - następny wyjazd.
Dopiero wróciłam z jednego, a w sobotę się jedzie na drugi. Nawet nie zdążyłam odpocząć po drodze powrotnej do domu i codziennym wstawaniu o 9 w wakacje - SKANDAL! Tak czy inaczej w sobotę ok. 16:30 lecę samolotem do mojego ukochanego PARYŻA :love: (Byłam już tam kiedyś, ale był to zdecydowanie zbyt krótki pobyt), gdzie tato będzie obdarowywać mnie porcją nowych ciuszków (love you daddy!) i będę zajadać się croissant'ami, żabimi udkami, ślimakami etc, etc...W Paryżu będę przez tydzień, po czym jadę z tatą w tygodniową podróż podczas której będziemy zatrzymywać się w różnych państwach, miastach (mam nadzieję namówić tatę na Wenecję) i zakończymy ją we Wrocławiu.

I część trzecia, ostatnia, a mianowicie - I FELL IN LOVE.
Od dawna marzy mi się dłuugi naszyjnik z dużym wisiorkiem w kształcie zegarka. Przeglądałam allegro w tym celu iii.... zakochałam się. To co znalazłam jest nawet ponad moje wymagania. Znalazłam prześliczny wisiorek utrzymany w klimacie "Alicji z Krainy Czarów". Ma słodkiego króliczka na zapięciu, cudowną dużą kameę z rysunkiem Bałego Królika oraz doczepiony na dole mniejszy zegarek. Wszystko jest pięknie wykończone zdobieniami w stylu retro, co dodaje niesamowitego uroku. Byłabym w siódmym niebie, gdybym takowy naszyjnik posiadała, naprawdę. Szkoda, że 100zł to nie cena na moją kieszeń.

Kilka zdjęć naszyjnika :



piątek, 11 czerwca 2010

Nowy początek.

Założyłam nowego blogspot'a z racji tego, że do poprzedniego w ogóle się nie przykładałam, po za tym miał zbyt wiele funkcji na raz, wolę mieć wszystko uporządkowane, tak więc witam na nowo. Tego bloga nie będę rozpowszechniać jak poprzedniego, nie będę robić sztucznego tłumu pisząc o nim na photoblogu. Wolę tu widzieć inne blogg'erki, nie kolejnych anonimów. :) Na początek wrzucam selfik, robiony przez moją kochaną Mirelkę.